Spis treści

  • Boom nearshoringu
    • Cała ironia sytuacji
      • Ale jest haczyk…

          Paradoks ceł: jak Trump nieświadomie wzmocnił meksykańską kawę

          3 min read
          The paradox of tariffs: How Trump unwittingly boosted Mexican coffee

          Table of Contents

          • Boom nearshoringu
            • Cała ironia sytuacji
              • Ale jest haczyk…

                  Kontrowersyjne taryfy Trumpa od tygodni dominują nagłówki na całym świecie, ale co to oznacza dla kawy zielonej speciality? A konkretnie dla meksykańskiego świata kawy?

                  Porozmawialiśmy z Maxime Pepinsterem, współzałożycielem Edelmira Coffee, który podzielił się zaskakującą perspektywą prosto z Meksyku – i jak, nieświadomie, Trump faktycznie dał impuls meksykańskiemu przemysłowi kawowemu.

                  Kiedy prezydent USA Donald Trump rozpoczął swoją pierwszą kadencję, Meksyk był jednym z jego głównych celów od samego początku – oskarżany o kradzież miejsc pracy, podważanie amerykańskiego przemysłu i zalewanie kraju migrantami. Obiecał zerwać NAFTA (Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu), renegocjować umowy handlowe i nałożyć surowe taryfy.

                  Rzeczywiście, przemianował NAFTA na „USMCA” (Umowa Stanów Zjednoczonych, Meksyku i Kanady). Ale jeśli przyjrzeć się głębiej pod tymi przerażającymi nagłówkami, zasady umowy prawie się nie zmieniły. Lista towarów zwolnionych z taryf – w tym meksykańska kawa zielona i kanadyjskie ziarna bezkofeinowe – pozostała nienaruszona.

                  Podobnie jak większość surowców, kawa jest uprawiana w określonych regionach, bo tylko tam rośnie – ale często jest konsumowana gdzie indziej. Zawsze więc pojawia się pytanie: „dlaczego nakładać taryfy na produkty, których nie produkuje się lokalnie?” Trump wyraźnie się z tym zgodził – i to zadziałało na naszą korzyść.

                  Boom nearshoringu

                  Nastąpiła pandemia… a wraz z nią USA zaczęły przyglądać się swoim łańcuchom dostaw i ogromnym ryzykom związanym z importem produktów z miejsc takich jak Europa, Afryka czy Azja – gdzie dzielą nas ogromne oceany.

                  To dało początek temu, co nazywamy „nearshoringiem”: gwałtownemu przenoszeniu działalności przemysłowej z Azji na południe od granicy, co skraca czas transportu i zmniejsza zmienność rynku.

                  Od 2020 roku fabryki samochodów i elektroniki mnożyły się, a przemysł rozkwitał. W 2025 producenci kawy zaczęli również odczuwać zmianę trendu. Nagle importerzy z USA szturmują meksykańskie plantacje, chętni do negocjowania kontraktów i utrzymania biznesu jak najbliżej domu.

                  Ziarna z Brazylii, Afryki i dalszych regionów zostały obłożone surowymi taryfami, ale meksykańska kawa uniknęła ich dzięki umowie. Dostarczana ciężarówką przez granicę, zamiast statkiem przez ocean, była nie tylko lepszą opcją finansową – ale też bezpieczniejszą.

                  Cała ironia sytuacji

                  Oto paradoks: prezydent, który krytykował Meksyk, ostatecznie go wzmocnił.
                  Jego polityka, w połączeniu z chaosem wywołanym przez Covid, niezamierzenie przyniosła korzyści meksykańskiemu biznesowi. USMCA – którą sam Trump podpisał – utrwaliła to jeszcze bardziej, a kawa, wraz z wieloma innymi towarami, była chroniona przed taryfami.

                  Teraz, gdy taryfy Trumpa znów trafiają na nagłówki, meksykańscy eksporterzy obserwują kolejny wzrost popytu.

                  Jego podejście tym razem jest, powiedziałbym, jeszcze bardziej agresywne. Ale to, co widzimy, to znów Meksyk jest mocno krytykowany, a jednocześnie wychodzi na prowadzenie. Umowa jest już podpisana przez Trumpa, a Meksyk jest jedynym krajem na świecie, który nadal może importować kawę do USA bez taryf.

                  Może go nie lubimy. Może nigdy nie zostanie zaproszony do Meksyku. Ale efekt? Nie taki, jak się spodziewaliśmy. Jest lepszy.

                  Ale jest haczyk…

                  Pomimo napływu kupujących, wielu meksykańskich producentów kawy pozostaje ostrożnych. USA stały się nieprzewidywalne pod rządami Trumpa i kto wie, co czeka za rogiem?

                  Nie chce się wkładać zbyt wiele wysiłku w budowanie nowych relacji z krajem tak nieprzewidywalnym. Większość z nas nadal stawia na Japonię, Koreę i Europę – rynki oparte na stabilności, a nie chaosie. Rynki, które rozumieją, że kawa to nie tylko surowiec; to relacja.

                  To balansowanie i zasadniczo traktujemy to trochę jak dobry plan awaryjny.